2.05.2012

Memories.




Smutek na twarzy prawdopodobnie jutro zniknie
Kiedy moje oczy umarły?
Co czeka mnie jutro, skoro bezsensownie śpiewam i żyję?
Sam w pokoju, kiedy moje serce krzyczy
Nie żartuj z siebie, nie oszukuj się…



Myślałem, że życie w samotności jest o wiele łatwiejsze, niż życie, które dzieli się z drugą osobą. Zawsze uciekałem od problemów, zamykałem się na świat i ludzi, wmawiając sobie, że tak powinienem robić. Że to jest właściwe wyjście.

Żyłem w ten sposób przez większość czasu. Obudziłem się z tego snu pewnego wiosennego ranka 2006 roku. Przetarłem ręką oczy, usiadłem i rozejrzałem się po swoim mieszkaniu. Było zrobione tak, bym czuł się w nim dobrze. Wszędzie ciemno, mrocznie i zionęło pustką. Tak, to moja przestrzeń i mój świat.

Tak, tak właśnie żył sławny Kyo Nishimura.

Czy ktoś, kto by tutaj wszedł, mógłby stwierdzić, że właśnie w takim miejscu mieszkam? Że po każdej próbie uciekam do domu, zamykam drzwi na klucz i oddycham spokojnie, starając się dojść z oddechem i atakiem paniki do ładu? Nie, zdecydowanie nie.

Nienawidziłem świata zewnętrznego. Nienawidziłem ludzi, którzy na mnie patrzyli z uwielbieniem albo pogardą. Nienawidziłem zapachu kwiatów, śpiewu ptaków i odgłosów miejskiego życia. Nienawidziłem świata tak mocno, że nie potrafiłbym opisać tego słowami, a najbardziej nienawidziłem samego siebie.

Czułem wstręt do  swojego ciała, umysłu i duszy, która w zastraszająco szybkim tempie we mnie gniła. Pleśniała, pokrywając wszystko od wewnątrz delikatnym puchem, który wcale nie był taki miękki jakby się wydawało. Po konfrontacji z nim obiekt tym pokryty zaczynał śmierdzieć i tracił swój ulotny urok. Tak samo jak moje wnętrze.

Odkąd pamiętam uwielbiałem robić sobie krzywdę. Zawsze, gdy była ku temu sposobność, raniłem się na wszystkie możliwe sposoby, czerpiąc z tego chorą satysfakcję, bo w ten sposób mogłem siebie nienawidzić jeszcze bardziej.

Sam nie wiem, kiedy to się zaczęło. Myślę, że po kolejnej nocy z moim ojcem. Zawsze wiedziałem, kiedy do mnie przyjdzie. Wyczuwałem go niemalże jeszcze wtedy, gdy posuwał moją matkę i szeptał jej szydercze słówka, w które ona wierzyła, a potem czekał, aż zaśnie i wychodził z sypialni.

Słyszałem w głowie jego kroki.



Sapiący głos, nie posiadający twarzy
Głos ociekający perwersją, nie posiadający twarzy
Należę więc do tatusia
Tak długo, aż się zadowoli,
…gwałcąc mnie.



Zawsze potrafił niezauważalnie przejść obok drzwi do pokoju mojej siostry i po cichu wejść do mojego. Drzwi zamykał na klucz. W końcu nie mógł sobie pozwolić na to, by ktoś go przyłapał.

Siadał na moim łóżku, odgarniał kołdrę i szeptał ciche „Tooru”. Nauczyłem się już po kilku pierwszych nocach z nim, że nie wolno mi udawać, iż śpię. Mój ojciec zawsze to wyczuwał, a wtedy był brutalniejszy, by uzmysłowić mi, że nic przed nim nie uda mi się ukryć. Odwracałem się wtedy do niego i patrzyłem bez słowa w jego oczy, w których, o ironio, kryła się czułość i miłość.

Ojca do syna. 

A może ojca do chłopca? Nigdy się tego nie dowiedziałem. Bałem się zapytać.

Podczas, gdy dotykał mnie, ustami badał każdy kawałek mojej skóry i szeptał słowa, które do mnie nie docierały, ja cierpiałem. Cierpiałem wewnątrz siebie, nie mogąc znieść tego, iż mój ojciec potrafi zrobić mi dobrze. W czasie seksu naprawdę umiał być niemalże czuły, choć przekonałem się o tym dopiero po wielu nocach, kiedy rzucałem się, płakałem i dusiłem kawałkiem materiału, który wpychał mi w usta, by nikt mnie nie usłyszał.



Moja słodka mamo, uśmiechasz się…
Śmiejesz się nieustannie, jakby twe serce
Miało się rozerwać na strzępy…
Śmiertelnie słodka mamo, postaram się
Powstrzymać nienawiść i wymioty,
Podczas, gdy mnie gwałcą…



Pozwalałem mu na wszystko, czego tylko zapragnął. Posuwał mnie na wszelkie sposoby i nakłaniał do rzeczy, które bez słowa robiłem. Nigdy nie sprzeciwiłem się mojemu ojcu. Nie po tym, jak prawie mnie skatował.

To było gdy miałem już 17 lat. Byłem w liceum. Poznawałem nowych ludzi, choć trzymałem ich na dystans. Nie mógłbym pozwolić, by którakolwiek z tych osób odkryła moją tajemnicę. Wtedy byłbym skończony, a mój ojciec sam sypałby kupki ziemi na moją trumnę. Tego jestem pewien.

Poznałem dziewczynę. Była śliczna. Miała długie, czarne włosy, małe, różowe usta i duże, ciemne oczy. Była niska i drobna, co mi odpowiadało, bo sam nigdy nie byłem wyrośnięty. Kwestia genów, choć mój ojciec o dziwo miał ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Jak Hara.

Zaczęliśmy się spotykać. Zawsze czekałem na nią po lekcjach aż i ona skończy swoje, a potem ją odprowadzałem do domu. Niestety nie byliśmy w jednej klasie.

Yosuke potrafiła wywołać na moich ustach uśmiech, bez względu na to, jak bardzo zły miałem humor. Sam nie wiem, co na mnie tak działało. Może po prostu miała dar.

Ukrywałem ją przed ojcem. Nie wiem dlaczego, ale bałem się, że może stać się jej coś złego. Albo co najgorsze, mój ojciec może powiedzieć jej coś, co sprawiłoby, że więcej nie chciałaby mnie widzieć, a ja nie mogłem na to pozwolić. Nie teraz, gdy odkryłem w sobie jakieś cieplejsze uczucia.



Tam się spotkaliśmy
A teraz nic nie mogę już zrobić…
Mimo to…
Spotkaliśmy się w tym mieście,
A teraz nie mogę już nikogo pokochać…
Chciałbym z tobą…
Wspólnie…


Yosuke znała się z moją siostrą, która kryła nasz związek. Sam nie wiem, kiedy tak naprawdę zaczęliśmy być razem. Nigdy nie poprosiłem jej o to, ale gdy się pokłóciliśmy, przyszedłem z kwiatami i płakałem. Ona również płakała. W tamtej chwili coś się zmieniło. Nie byliśmy już tylko przyjaciółmi. Pocałowałem ją.

Przez ponad pół roku udało mi się ukrywać jej istnienie przed rodzicami. Niestety, po pewnej awanturze z matką, kiedy zabrała mi telefon wszystko wyszło na jaw. Moja rodzicielka przeczytała wszystkie wiadomości z Yosuke i pokazała to ojcu. Ona się cieszyła, że kogoś znalazłem, ale ojciec wręcz przeciwnie. Widziałem jego wzrok, który na mnie spoczął, gdy jedliśmy kolację, a matka bez przerwy gadała, jak to fajnie, że jej synek ma dziewczynę.

Chyba po raz pierwszy miałem ochotę wsadzić jej widelec w oko i wyjść z jadalni.



Zobaczyłem w nocy znienawidzonego tatusia,
Który zawsze był przy mnie
Tak, jak zawsze, dziś również bierze mnie w posiadanie
Jego szeroko otwarte źrenice wypalają się na dnie mej pamięci
Mocno… Głęboko…



Tej nocy mój ojciec był moim oprawcą. Już od wejścia widziałem jego wściekłość w oczach i gniew w ruchach ciała. Nawet nie siadał. Poderwał mnie do góry i przycisnął do ściany. Wysyczał mi w twarz, że go zdradziłem. Że znalazłem sobie kogoś lepszego. I to w dodatku kobietę. Nie zrozumiałem.

Zapytałem go dlaczego jest tak wściekły na mnie, że przecież nic takiego nie zrobiłem, ale on nie odpowiedział, tylko uderzył mnie w twarz i rzucił na podłogę.

Tamtej nocy zgwałcił mnie bardzo brutalnie. Nie robił tego od dawna, bo przyjąłem taktykę, że lepiej jak mu się oddam, aniżeli weźmie mnie siłą. Chyba mu to odpowiadało, bo potrafił doprowadzić mnie do szczytu. Pamiętam, jak bardzo mi było po każdym razie wstyd. Było mi dobrze z moim własnym ojcem. Godne pożałowania.

Ale tamtej nocy nie było w nim delikatności ani czułości. Nie mówił mi już tych wszystkich słów, nie całował, nie dotykał. Po prostu mnie wziął, potem skopał i odepchnął. Wyszedł, mówiąc na do widzenia, że zawsze będę należał do niego i on mi to udowodni.

Przestraszyłem się. Jego ton sam w sobie był straszny, a co dopiero jeszcze sens słów…
Podniosłem się z podłogi, czując, że krew spływa mi po nogach. Byłem obolały, rozdygotany i przerażony. Poszedłem w tym stanie do pokoju mojej siostry i pierwszy raz otworzyłem się przy niej. Powiedziałem jej wszystko. Powiedziałem jak to się zaczęło, jak długo już trwa i co wydarzyło się dzisiaj.

Zobaczyłem jej łzy. Płakała przez całą moją opowieść. Płakała tak cicho, że nawet nie przeszkadzało mi to mówić. Gdy skończyłem, zapytała mnie, czy może mnie przytulić. Trochę się zdziwiłem, bo stan w jakim byłem, mnie samego obrzydzał i odrzucał, a ona chciała mnie dotknąć.

Wtedy po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że nie jestem sam. Miałem siostrę.
Ograniczyłem widywanie się z Yosuke. Pytała dlaczego tak robię, czy mam inną, czy już mi się znudziła. Bolało mnie tak bardzo, gdy patrzyłem w jej smutne oczy i nie mogłem powiedzieć, że jest całym moim światem. Po prostu nie mogłem. Musiałem ją chronić.

W domu powiedziałem matce, że nie spotykam się z Yosuke. Specjalnie przy ojcu poruszyłem ten temat i widziałem, że spogląda na mnie. Musiałem tak postąpić. Postanowiłem z Ayamą, że tak będzie najlepiej. Może mój ojciec przestanie się nade mną znęcać.

I faktycznie tak się stało. Gdy przyszedł do mnie tej samej nocy, nie był już taki, jak przez ostatni miesiąc. Dotykał mnie i przepraszał. Okazał skruchę, ale ja mu w to nie uwierzyłem. Nigdy nie wybaczyłem mu tamtej nocy.



W moim martwym sercu
Miłość, czułość, wolność i pokój
Wyceluj swój palec
Żegnaj…



Nadszedł czas wakacji. Przerwa pomiędzy pierwszą a drugą klasą liceum. Rodzice Yosuke chcieli gdzieś pojechać, ale ona postanowiła zostać. Wtedy zapytała mnie, czy nie przyszedłbym do niej na jedną noc. Bałem się, cholernie się bałem.

Ayama wymyśliła, że coś wkręci rodzicom. Koniec końców stanęło na tym, że idziemy na imprezę do jej chłopaka. Matka się zgodziła, bo ja miałem jej pilnować. Ojciec też nie wnosił żadnych sprzeciwów.

Udałem się do Yosuke, a Ayama do swojego chłopaka, który jednak żadnej imprezy nie robił. Byli sobie we dwoje, z czego moja siostra się bardzo cieszyła. Ja natomiast obawiałem się nocy z Yosuke, ale nie było już odwrotu, gdy stanąłem przed drzwiami jej domu i zadzwoniłem dzwonkiem.

Kiedy mi otworzyła, dech zaparło mi w piersiach. Wyglądała pięknie. Miała na sobie krwistoczerwoną sukienkę, rozpuszczone włosy i delikatny makijaż, który podkreślał jej piękne, duże oczy. Zaprosiła mnie do środka, a ja niemal drżącymi dłońmi zdejmowałem buty.

Obejrzeliśmy dwa filmy, gdzie dopiero przy drugim Yosuke się do mnie przytuliła. Zapach jej włosów i ciała od razu uderzył w moje nozdrza i sprawił, że lekko zakręciło mi się w głowie, ale nie dałem po sobie niczego poznać. Objąłem ją i dalej wpatrywałem się w ekran, choć tak naprawdę ani na chwilę nie skupiłem się na filmie.

Zjedliśmy wspólną kolację, którą sama przygotowała i poszliśmy do niej do pokoju. Najpierw ja poszedłem się umyć, a potem ona. Gdy wróciła, siedziałem na łóżku. Jeśli wcześniejszy jej wygląd zwalał mnie z nóg, to teraz powinienem rozłożyć się na podłodze i błagać o tlen.

Była jeszcze piękniejsza niż wcześniej. Miała na sobie zwiewną, przeźroczystą koszulkę nocną, przez którą tak naprawdę wszystko było widać. Jej różowe sutki były lekko stwardniałe, zapewne przez powiew chłodnego powietrza, który wdarł się do pokoju, gdy otworzyła drzwi.

Okno było uchylone.



Chciałbym być jeszcze chwilę przy Tobie,
Chciałbym zostać u Twego boku
Dłużej nie jestem już w stanie powstrzymywać
Kryjących się za mym śmiechem łez słabości.



Sam nie wiem, kiedy oboje znaleźliśmy się na łóżku. Sam nie wiem, kiedy zaczęliśmy się całować, dotykać i pieścić, a tym bardziej nie wiem, kiedy znalazłem się w niej. Usłyszałem jej cichy jęk, który oznaczał, że chyba ją zabolało. Nie wiem. Nie miałem doświadczenia w tych sprawach. W końcu to mnie posuwał ojciec.

Zacząłem ją przepraszać, ale ona tylko się uśmiechnęła, po czym mnie pocałowała. Odebrałem to jako pozwolenie na dalsze ruchy w jej wnętrzu, co powoli i bez pośpiechu uskuteczniałem.

Nigdy nie zapomnę tej nocy. Nigdy nie będę w stanie wymazać jej z pamięci, bo była to najpiękniejsza rzecz, jaka kiedykolwiek mnie spotkała. Wtedy po raz pierwszy powiedziałem jej, że ją kocham.

Wiedziałem już od tamtej chwili, że nikogo innego nie chcę w swoim życiu. Że właśnie Yosuke jest tą, którą kocham całym sercem i oddałem jej wszystko, co mam. Oczywiście nadal musiałem ją ukrywać przed ojcem i rodziną, ale wspierała mnie Ayama i  pomagała mi we wszystkim. Wtedy czułem, że nie jestem sam.

Miałem plany po ukończeniu szkoły. Chciałem znaleźć pracę, w międzyczasie się uczyć i wynająć jakieś mieszkanie, w którym mógłbym zamieszkać z moją ukochaną. Podchodziłem do tego bardzo poważnie i wiedziałem, że właśnie tego chcę. Został mi niecały rok do pełnoletności.



Z okna można dojrzeć wiśnię
Pod tą wiśnią chcę spać
Otulony w ciepło Twych dłoni…



Czas płynął, ja każdą wolną chwilę spędzałem na dwa sposoby – albo byłem u Yosuke i się uczyliśmy, albo uczyłem się sam w domu. Musiałem mieć jak najlepsze oceny, by móc z dobrym wynikiem skończyć liceum.

Wszystko szło dobrze i o nic nie musiałem się martwić. Nawet ojciec mi trochę popuścił, kiedy spostrzegł, ile czasu zajmuje mi nauka i jak zmęczony po tym jestem. Nie rozumiałem dlaczego stał się dla mnie tak wyrozumiały, ale w głębi siebie byłem mu za to bardzo wdzięczny. Oczywiście nigdy sam bym się mu do tego nie przyznał.

Z Yosuke spotykałem się równie często, jak i zostawałem u niej na noc. Jej rodzice mnie akceptowali i lubili mnie, a ja darzyłem ich sympatią chyba znacznie większą, niż tą, którą darzyłem własnych rodziców. Tak naprawdę tylko moja siostra mnie trzymała w domu przy zdrowych zmysłach. Ona, książki, oraz mój własny świat, który starannie tworzyłem sobie, gdy tylko kładłem się do łóżka i okrywałem kołdrą.

Byłem tam ja i Yosuke. Mieszkaliśmy razem, mieliśmy kota, ja pracowałem, a ona siedziała w domu z naszym dzieckiem i czekała na mnie z obiadem. Ja wracałem po pracy, siadałem w jadalni do stołu i jadłem, opowiadając jej jak mi minął dzień. Potem słuchałem jak była z naszym dzieckiem na spacerze, na zakupach i jak bardzo jest szczęśliwa, że jesteśmy razem. Po ślubie.

Tak, miałem zaplanowane już wszystko, nawet najmniejsze, nic nieznaczące szczegóły. I właśnie tak chciałem przeżyć swoje życie. Z nią. Tylko z nią.

Dwa tygodnie później mój świat się zawalił. Dokładnie w chwili, gdy przerabiałem kolejną próbną maturę z matematyki, które dał nam sensei, zadzwonił mój telefon. Myślałem, że to Yosuke, bo mieliśmy się wieczorem zobaczyć, ale nie znałem tego numeru. Odebrałem, bardzo niepewnie mruknąwszy w słuchawkę ciche „moshi-moshi”.



Wszystko dobiega więc końca
Scenę spowija ciemność
Pozwólcie mi wsłuchiwać się jeszcze chwilę w te głosy
Chciałbym zostać tu jeszcze choć chwilę…



Okazało się, że to była mama Yosuke. Zadzwoniła, by przekazać mi, że moja ukochana miała wypadek wraz ze swoim ojcem. Wjechał w nich samochód osobowy, a ich auto wpadło w poślizg i uderzyło w nadjeżdżającego z naprzeciwka tira. Oboje zginęli na miejscu.

Nie wierzyłem w to. Nie potrafiłem dopuścić do siebie tej informacji. To było jak kiepski żart, bądź głupi kawał na prima aprilis. Na pewno nie mogło być prawdą.

Zapytałem o adres szpitala, w którym teraz znajdowała się kobieta, po czym poprosiłem ojca, by mnie tam jak najszybciej zawiózł. Nie mówiłem o co chodzi. Nawet nie pytał, a więc i ja nie odzywałem się słowem. Pod szpitalem czym prędzej opuściłem auto i pobiegłem do środka.

Mama Yosuke czekała na mnie przy recepcji. Twarz miała czerwoną i mokrą od łez. Nie wiem dlaczego, ale mnie przytuliła. Trzymała mnie tak przez jakiś czas, a chwilę potem szepnęła, że Yosuke była w ciąży. W drugim miesiącu.

Mój świat rozpadł się wtedy doszczętnie. Sam nie wiem jak ustałem o własnych siłach na nogach.



Ciepły oddech wiosny muska moje plecy
Przywodząc na myśl wspomnienia
Płynące łzy mieszają się z krwią…



Spędziłem w szpitalu kolejne godziny, w domu nie robiłem kompletnie nic poza leżeniem w łóżku i gapieniem się w sufit, a na pogrzebie byłem ledwo świadomy tego, gdzie się znajduję. Nie docierało do mnie nic ani nikt nie potrafił dotrzeć do mnie. Ustawiłem barierę i chciałem w swoim cierpieniu zostać sam. Pogrążyć się w nim, zamknąć, przestać oddychać.

Z czasem przestałem odróżniać dzień i noc. Dla mnie wszystkie dni zlewały się w jedno, a ich istnienie nie miało względnie znaczenia. Moje życie się skończyło.

Nikt mnie nie dręczył, nikt ode mnie nic nie chciał. Nawet ojciec. Przestał całkowicie do mnie przychodzić po nocy, kiedy leżałem jedynie na łóżku, miałem rozłożone nogi i byłem zupełnie apatyczny. Nie rejestrowałem choćby tego, że we mnie jest. Nie liczyło się nic poza sufitem nad moją głową.

Miałem w dupie naukę, ludzi, którzy przychodzili ze szkoły i nakłaniali mnie do powrotu. Miałem w dupie jedzenie, picie i choćby oddychanie. Gdybym nie robił tego automatycznie, to zapewne już dawno znaleźliby mnie sztywnego w łóżku.

Jedyną obecność drugiej osoby, którą znosiłem, była Ayama. Siedziała obok mnie, trzymała za rękę i mówiła do mnie. Kiedy od czasu do czasu skierowałem na nią wzrok, widziałem w jej oczach łzy.

Dziwne, ja już nie pamiętałem jak się płacze. 



Gdyby uschnięte kwiaty mogły choć raz rozkwitnąć,
Tak pięknie, jak wtedy…
Tej jednej nocy spleść w ciemności duszę i marzenia…
Choćby tylko tej jednej nocy…
…Być blisko Ciebie.



Pewnego wieczora, poznałem to po ciemnościach, jakie powoli pochłaniały pokój, zacząłem czuć się źle. Byłem niezwykle słaby i nawet wstanie z łóżka było nie lada wyzwaniem. Gdyby nie to, że nie miałem kibla obok, to nawet bym nie wychodził. Ale musiałem się odlać.

Nie pamiętam jak doszedłem do łazienki, czy też tego, jak z niej wyszedłem. Poczułem jedynie jak moje ciało zderza się z twardą podłogą i krzyk matki. Krzyczała chyba moje imię. Ale tego nie jestem pewien.



Wynoszą mnie z pokoju numer 304…
Od tej pory, aby nigdy już Cię nie zapomnieć,
Będę unosił się na wietrze, wraz z płatkami wiśni
…Pamiętając Cię…



Obudziłem się kilka dni później w żywo oświetlonej sali, która niemal dokonała mordu na moich przekrwionych oczach, które po otwarciu od razu zamknąłem i dodatkowo zakryłem ręką. Tak było bezpieczniej. Zdecydowanie byłem przyzwyczajony do ciemności.

Usłyszałem niedaleko jakiś męski głos, ale nie należał do mojego ojca. Był o wiele młodszy, ale głęboki, trochę wibrujący z odrobiną chrypy. Coś zupełnie nowego, jeśli chodzi o głosy, które mnie prześladowały od śmierci Yosuke.

Ten ktoś mówił do mnie, że jestem w szpitalu, bo się odwodniłem. Że ledwo mnie odratowali i że muszę teraz odpoczywać.

Po co mi były te informacje? Bardzo niedobrze, że mnie uratowali. Gdybym umarł, byłoby o wiele lepiej.

Poczułem wtedy ciepłą dłoń na mojej lodowatej. Chciałem wyrwać rękę, ale nie miałem na to siły. Głębszy oddech sprawiał mi problemy, a co dopiero gwałtowne ruchy. Póki co mogłem o tym na jakiś czas zapomnieć.

Odsunąłem rękę od twarzy i powoli otworzyłem oczy. Wszystko było zamglone, rozmyte, ale z każdą kolejną chwilą obraz nabierał ostrości i było mi łatwiej rozróżnić otoczenie.

Po raz pierwszy od miesiąca się zdziwiłem. Widząc osobę, która trzymała  mnie za rękę, nie mogłem uwierzyć, że naprawdę siedzi obok. To było wręcz abstrakcyjne.

- Co ty tutaj robisz? – wychrypiałem, mając wrażenie, jakbym nie używał strun głosowych od wieków.

- Siedzę i cię pilnuję. Jak tylko wyjdziesz ze szpitala, wracasz do szkoły i ratujesz to, co jeszcze się da. – odpowiedział ze stanowczością nie kto inny, jak Tatsurou Iwakami.

Osoba, z którą nigdy się jakoś nie lubiłem. Byliśmy razem w tej samej szkole, ale chłopak był ode mnie znacznie młodszy. Nie rozumiałem, dlaczego właśnie on się wpieprza w moje sprawy, ale nie zamierzałem być bierny i się zgadzać.

- Słuchaj, jeśli myślisz, że pozwolę ci wpierdalać się buciorami w moje życie i…

- Ależ ja niczego nie robię, Tooru. Ja jedynie chcę ci pomóc, bo wiem, że jestem jedyny, który potrafi. – wtrącił, urywając moją wypowiedź, po czym wstał, nachylił się nade mną, musnął moje czoło ustami i uśmiechnął się mówiąc, że przyjdzie jutro.

I najzwyczajniej wyszedł. A ja leżałem i czułem, jak usta mimowolnie coraz bardziej mi się otwierają ze zdziwienia. Tamtego dnia nastąpił znaczący przełom w moim życiu.



Aż do utraty głosu…
Po raz ostatni,
Aż do utraty głosu…
Niech rozbrzmiewa pieśń.



Tatsu jak mówił, tak i zrobił. Przychodził codziennie, aż nie wyszedłem ze szpitala, a potem bywał w moim domu. Zajmował się mną, rozmawiał, karmił i uczył na nowo funkcjonować. Często też słuchał jak płaczę w łazience, ale nigdy nie powiedział, że stał pod drzwiami. Nie musiał, bo ja to wiedziałem.

Nie wiem nawet, w którym momencie stał się najbliższą mi osobą. Po prostu był nią i tyle. On i Ayama. Choć Tatsu bardziej.

Kiedy został u mnie pierwszy raz na noc, bałem się trochę tego, że będzie świadkiem moich koszmarów, dlatego starałem się nie spać. Nie chciałem, żeby się dowiedział, ale niestety nie udało mi się wygrać ze zmęczeniem.

Gdy krzyczałem i się rzucałem, Tatsu przytulił mnie i zaczął uspokajać. Było mi głupio, kiedy wtulałem się w niego i opowiadałem jak bardzo nie chcę żyć, jak nie daję sobie rady, ale po jakimś czasie przestałem mieć opory. Opowiedziałem mu o wszystkim. O moim ojcu, o mojej miłości do Yosuke, którą musiałem ukrywać przed rodzicami, o moich planach na życie z nią i o tym, jak wyobrażałem sobie swoje samobójstwo. Powiedziałem mu, że długo nie wytrzymam w ten sposób, że po prostu sobie nie radzę.

- Tooru, ja przy tobie jestem. Ja chcę ci pomóc. Ja cię kocham odkąd tylko pierwszy raz minęliśmy się na korytarzu w szkole. Ale wiedziałem, że nie mam żadnych szans, dlatego czekałem. Wierz mi, że nigdy nie życzyłem Yosuke śmierci. Ani jej, ani waszemu dziecku. Gdybym mógł, to oddałbym życie za to, by ona wróciła i żebyś ty był szczęśliwy. Naprawdę. Zrobiłbym wszystko, co tylko bym mógł. – wyznał mi cichym, drżącym głosem, a ja momentalnie zesztywniałem w jego ramionach.

Nigdy nie sądziłem, że usłyszę od drugiego chłopaka takie słowa. Owszem, ojciec często mówił mi, kiedy mnie posuwał, że kocha, ale ja wiedziałem, że to było miłość do mojego ciała. Nie miłość do syna.

Podniosłem powoli głowę i spojrzałem w oczy Tatsurou, które błyszczały łzami. Powoli zbliżyłem się i pocałowałem go. Nie wiem sam dlaczego i chyba się nigdy nie dowiem. Po prostu to zrobiłem.

Tatsu odwzajemnił bardzo niepewnie i na tym skończyła się bliskość pomiędzy nami. Minęło dużo czasu od tamtej pory, kiedy pozwoliłem mu na coś podobnego.

Było to pod koniec mojej drugiej klasy. Miałem dodatkowy rok, jeśli chodzi o pierwszą klasę, gdyż mnie nie przepuścili. Może i miałem dobre wyniki przez większość roku, ale po śmierci Yosuke wszystko spadło. Dopiero pod koniec wziąłem się z powrotem za siebie, ale to było zbyt późno.

Nie przeszkadzało mi to ani trochę. Mogłem z powrotem na spokojnie opanować cały materiał, a Tatsu mi z tym pomagał, sam też dużo z tego wynosząc, przez co i jemu było łatwiej. Lubiłem się z nim uczyć.

Często chodziliśmy na spacer, a potem odprowadzał mnie do domu. Nigdy ja jego. Tłumaczył się tym, że traktuje mnie jak kogoś, kim się musi opiekować, przez co nie wyobraża sobie, żebym miał wracać sam. Podobało mi się to.

Tylko przy nim byłem spokojny i potrafiłem się uśmiechać. Kiedy Tatsu znikał, ja zamykałem się w łazience i okaleczałem. W ten sposób tłumaczyłem sobie, że mi łatwiej. Że kiedyś to się skończy i w końcu będzie wolny od tego uzależnienia, ale to wcale nie mijało. Wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej się pogłębiało.



Ilość potu i krwi jest zbyt wielka
Nie da się wytrzeć do czysta…



Musiałem chodzić z długimi rękawami, najlepiej w bluzach i uważać na to, by nikomu nie pokazać, a już na pewno nie Tatsurou. Nie chciałem go ranić ani tym bardziej pokazać mu, że nic dla mnie nie znaczy, bo znaczył bardzo wiele. Nie wyobrażałem sobie funkcjonowania na co dzień bez niego, ale moje uczucia nadal były skierowane wyłącznie do jednej osoby, której już nigdy nie zobaczę.

Niestety nastał dzień, w którym Tatsu odkrył moje ręce, moje świeże cięcia i blizny. Odkrył to wszystko, a wyraz jego twarzy mnie trochę przestraszył. Wyglądał, jakby miał się rozpaść na miliony kawałków. Jakby miał się przede mną wykrwawić. Widziałem, że cierpi.

Wtedy wstał z łóżka, na którym oboje leżeliśmy, spojrzał na mnie i pokręcił głową.

- A ja tak się starałem. Byłem na każde twoje zawołanie. Robiłem wszystko, co tylko chciałeś i stawałem na głowie, byś się uśmiechnął. A ty tak po prostu się okaleczałeś. Nie mogę w to uwierzyć. Naprawdę. Myślałem, że coś znaczę. Że coś znaczę dla ciebie, ale widzę, że jestem nic nieznaczącym elementem zbędnego tła, które cię otacza, czyż nie?

Chciałem coś odpowiedzieć, ale uniósł rękę, jakby kazał mi w ten sposób zamilknąć.

- Nic nie mów. Chyba bardziej boleć już nie może. Do widzenia, Tooru.

I wyszedł jak wtedy z pokoju szpitalnego, w którym leżałem, ale bez obietnicy powrotu. Tak naprawdę wiedziałem, że to już koniec. I nie zrobiłem nic, żeby to zatrzymać.

Do tej pory zastanawiam się, czy za jego sprawą zostałem rano wezwany do gabinetu dyrektorki, która wręczyła mi skierowanie na oddział psychiatryczny na okres sześciu miesięcy. Zagroziła również, że jeśli tam się nie udam, to już dzisiaj mogę zabrać papiery ze szkoły.

Spojrzałem na nią bez emocji, wziąłem skierowanie, podarłem je, zabrałem swoją teczkę i opuściłem jej gabinet. A potem szkołę.

Na odchodne odwróciłem się i ujrzałem w oknie Tatsu, który dotykał palcami szyby. Kiwnąłem mu jedynie głową i odszedłem w kierunku domu.



Zimne słońce zmienia się w inny kolor
Nie ukrywa blizn, tylko maluje inną porę roku
Jesteśmy ranieni, ranimy się nawzajem
A ludzie ukrywają swój ból
A jeśli spróbujemy wznieść się poza naszą fizyczność
W przyszłości nasze rany staną się pięknymi kwiatami
Drogocennymi wspomnieniami…



Jeszcze wieczorem wyprowadziłem się do ciotki do Tokio. Postanowiłem zacząć nowe życie.

Ciotka załatwiła mi u siebie pracę, dokładałem jej się do opłat i nie robiłem nic więcej. Nie chciałem wracać do szkoły, bo nie wyobrażałem sobie zajrzenia do książek. Nie, to był zamknięty rozdział mojego życia.

W jednym z barów poznałem Terachi’ego, który stał się moim dobrym i jedynym kumplem w Tokio. Spotykaliśmy się często, raz po pijaku pocałowaliśmy, ale nic więcej. Nie był w moim typie.
Pewnego dnia przyszedł do mnie i powiedział, że chce się zaczepić w pewnym dopiero co powstającym zespole i chce, żebym poszedł z nim na spotkanie. Wyśmiałem go, bo niby co miałbym tam takiego robić?

Shinya zmusił mnie, bym zaśpiewał. Zrobiłem to, a on był pod wrażeniem. Ja osobiście nie lubiłem nigdy swojego głosu, ale z tym facetem nie było przebacz. Jak już się uparł, to żeby miał rękoma i nogami, to wygra.

I tak trafiłem do baru, gdzie poznałem Daisuke Andou, Toshimasę Harę i Kaoru Niikurę. Wywarłem na nich dosyć silne wrażenie z racji tej, że byłem inny. Wyglądałem inaczej, groźniej. Miałem od zawsze pociągi do własnego, odrębnego stylu, ale dopiero w Tokio dałem temu powstać.

Musiałem przyznać, że przyciągało uwagę.

I tak powstał Dir en Grey. Zespół, któremu oddałem się w zupełności. Nie powiem, na początku wcale nie było łatwo, ale w końcu osiągnęliśmy to, czego chcieliśmy. Zaczęliśmy stawać się sławni, a dzięki temu, co sami stworzyliśmy, byliśmy rozpoznawalni.

Nasza sława zaczęła rozprzestrzeniać się na cały świat. Graliśmy, gdzie nas chcieli i zbijaliśmy na tym niezłą kasę. Szczerze powiedziawszy zespół stał się moją rodziną, której nigdy tak naprawdę nie miałem. Przed nimi nie musiałem udawać kogoś, kim nie jestem. Akceptowali mnie i wiedziałem, że nie pozwoliliby mi odejść.

Miałem tego dowód za każdym razem, gdy trafiałem do szpitala. Kaoru zawieszał działalność i siedział przy mnie, czekając, aż wszystko będzie dobrze. Za to byłem mu wdzięczny. Bo był.
Nie wiem sam, kiedy stał się dla mnie ważny. Kiedy pozwoliłem mu się do siebie zbliżyć i kiedy się zakochałem. Po prostu pewnego dnia obudziłem się i doszedłem do wniosku, że chcę z nim być.

Wsiadłem w samochód i gdy byłem przed drzwiami jego mieszkania, zacząłem się denerwować. 
Kaoru otworzył, spojrzał na mnie tak, jak tylko on potrafił i już wiedziałem, że niczego nie muszę się bać. Przytuliłem się do niego i poprosiłem, żeby mnie nie zostawiał już nigdy więcej.

Obiecał i obietnicy dotrzymuje do tej pory.



-Do Ciebie w granatowo niebieskim morzu-
Zamykam oczy, ponieważ wiem, że żyję…



Kiedy patrzę na swoje puste i mroczne mieszkanie wiem, że tak naprawdę jest pełne światła i szczęścia. Wstaję z łóżka i podnoszę rolety, a potem idę do kuchni, by zrobić sobie kawy. 

Kaoru wraca po blisko godzinie i od razu tłumaczy, gdzie był. Wiedziałem, że udał się do studia, bo miał jakieś sprawy do załatwienia. Przytakuję jedynie jego słowom, a on podchodzi i przytula mnie do siebie.

Odstawiam wtedy kubek i wtulam się w niego. Kaoru pachnie pięknie. Jest ciepły i pachnie domem. Pachnie odsłoniętymi roletami. Pachnie słońcem. Pachnie gorącą kąpielą, którą zapewne zaraz weźmiemy. Pachnie seksem, który będziemy uprawiać w wodzie pełnej wiśniowej piany i pachnie tym wszystkim, czym powinien pachnieć człowiek, którego kocham.

I gdybym miał wybierać, to niczego bym nie zmienił w swoim życiu. Ani tego, że ojciec robił sobie użytek z mojego ciała, ani tego, że straciłem ukochaną i dziecko, ani tego, że Tatsu o mało nie zamknął mnie w zakładzie psychiatrycznym. Nie żałuję, że się wyprowadziłem do ciotki, że poznałem Shinyę i że dałem się zaciągnąć na spotkanie.

Bo gdybym nie zrobił którejś z tych rzeczy, to nigdy nie odnalazłbym swojego sensu życia, którym jest Kaoru.

Mężczyzna, który nauczył mnie na nowo kochać.





Niekończąca się miłość
Przywiodła ze sobą spokojny sen…


4 komentarze:

  1. Cudowne!!! kocham Kyo x Kaoru!!! mam nadzieję, że zamierzasz jeszcze pisać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzam coś napisać, to pewne. Ostatnio odczuwam taką małą potrzebę, by stworzyć jakieś opowiadanie, a więc wystarczy, że poczekasz. Sądzę, iż nie jakoś długo. :)

      Usuń
  2. Nie ukrywam, że popłakałam się czytając to. Tak strasznie żal było mi biednego Kyo. Przez całe opowiadanie miałam ochotę wziąć i przytulić go mocno, a jego ojca roznieść w drobny pył.
    Świetnie piszesz, podziwiam. Ostatnio szukając jakiegoś dobrego opowiadania do poczytania nie mogłam nic znaleźć, a tu proszę. Twój blog okazał się niczym balsam. Styl nie kuleje. Zgrabnie wszystko napisane. Błędy nie rzuciły mi się w oczy, więc pewnie ich nie ma.
    Miło by było jakbyś napisała coś więcej. Może jakieś Kaoru i Die. Albo coś z Ryutaro. Nie narzucam się, wiem, że ciężko znaleźć wenę do pisania. Mam tylko nadzieję, że wrócisz. Chociażby dla mnie. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wrócę, gdyż cały czas tutaj jestem. Co prawda mam w plecy dużo czasu, ale postaram się coś napisać.
    Opowiadanie jakie się pojawi będzie kolejną dedykacją, jednakże nie zdradzę żadnych szczegółów, gdyż jeszcze nie wiem co dokładnie się w nim znajdzie.
    Po Sylwestrze zapewne będzie gotowe i znajdzie tutaj swoje miejsce. Zaraz biorę się za pisanie. :3

    OdpowiedzUsuń